• Polish (Poland)
  • English (United Kingdom)

PostHeaderIcon Nasz pierwszy pokaz zdjęć

Zapraszamy na  nasz pierwszy (większy) pokaz zdjęć (z opowieścią) do "Sensu Nonsensu" w Warszawie, we Wtorek (2011-10-04).  Będziemy otwierać tegoroczny sezon ToTuToTam więcej na temat pokazu na Fejzbuku :)

 

Więcej…

 

PostHeaderIcon Road trip – Dzień VI – Wracamy?

I stało się, to nasz ostatni dzień na Islandii, i ostatni dzień podróży. Jutro wczesnym popołudniem będziemy już w Warszawie. A tymczasem wyruszamy w drogę powrotną do Reykiaviku. Do przejechania mamy kawał drogi, ale postanawiamy zatrzymać się tu i ówdzie, żeby zobaczyć jeszcze kawałek krainy lodu.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Road trip - Dzień V - Islandia w pigułce

Okolice jeziora Myvatn zwane są Islandią w pigułce, tyle tu ciekawych miejsc i przedziwnych zjawisk natury. Znajduje się tutaj uskok tektoniczny dzielący płyty kontynentalne, dlatego jest to region bardzo aktywny sejsmicznie. Co widać, słychać i czuć. Dookoła nas są pola termalne - ciepła ziemia, a z dziur co kilkaset metrów wydobywają się kłęby pary wodnej. Wygląda to tak, jakbyśmy byli w wylęgarni lokomotyw parowych :) W powietrzu unosi się duszący smrodek  zgniłego jaja. Tu i ówdzie wyziewy siarki są bardziej intensywne i uciążliwe - oczy łzawią, nie ma czym oddychać. Kuba jakoś daje radę, ale my z Kasią trochę się dusimy i jak możemy zakrywamy wszelkie otwory twarzowe.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Road trip – Dzień IV – fajne spacery

To chyba mój ulubiony dzień na Islandii. Jedziemy zobaczyć największy (pod względem ilości wody) wodospad w Europie. Nazywa się Dettifoss i jest położony w przeciekawym parku narodowym Jökulsárgljúfur. Park ciągnie się przez 35 km wzdłóż rwącej rzeki Jökulsá á Fjöllum a przez całą jego długość wytyczono niesamowity szlak pieszy. Jego pokonanie zajmuje dwa dni.  Niestety, nie mamy tyle czasu, wybieramy się więc na dwa spacery w najciekawszych miejscach i robimy dwie, kilkukilometrowe pętle.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Road trip – Dzień III – Lodowiec Vatnajökull (kolejne podejście)

Rankiem pogoda się poprawia. Odrobinę, ale jest jednak lepiej, więc wracamy do Skaftafell i robimy naszą pętlę „od tyłu”, żeby zobaczyć jak z płaskowyżu prezentuje się lodowiec Vatnajökull. Prezentuje się całkiem nieźle. Z resztą tego dnia mamy okazję podziwiać go jeszcze kilkukrotnie, bo spora część naszej trasy przebiega właśnie wzdłuż lodowca. Z dołu i z bliska wygląda jeszcze lepiej.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Road Trip – dzień II – Lodowiec we mgle

Kolejny dzień pełen wrażeń. Pogoda się spaskudziła i teraz jest typowo islandzka – mżawka, mgła, wilgotno, zimno i niewiele widać. Podobno to typowa pogoda dla okolic Vik. Nic to, niezrażeni kontynuujemy zwiedzanie. Rankiem wybieramy się na bazaltową plażę niedaleko Vik – obwołaną jedną z dziesięciu najpiękniejszych na świecie (to już chyba czwarta plaża z tej listy w naszej kolekcji :) Tutejszy piasek to bazalt i pył wulkaniczny, zupełnie czarny. Fakt, że jest mokro wpływa na zwiększenie intensywności jego barwy. Poza tym ładnie odbijają się w nim nadmorskie klify, ale jakoś nie udaje nam się ująć tego na zdjęciach. Plaża jest ciekawa, bo oprócz wspomnianego wcześniej bazaltu można podziwiać tu wspaniałe klify, na których żyją kolonie maskonurów.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Islandzki road trip - Dzień I: „Golden Circle”

Naszą podróż rozpoczynamy od „golden circle” obowiązkowego kółeczka, które każdy turysta „zrobić” powinien. W planach są: Þingvellir (równina, na której przebiega granica pomiędzy kontynentami, miejsce zgromadzeń średniowiecznego parlamentu i tak, też nie potrafimy wymawiać islandzkich nazw, to znaczy Kasia nawet sobie radzi, ale ja z Kubą jesteśmy dętki), najsłynniejszy na świecie gejzer Geysir (od którego wszystkie pozostałe wypluwacze gorącej wody wzięły nazwę), oraz najbardziej znany wodospad Islandii (chyba dlatego, że nazwę łatwo wymówić), Gullfoss. Zwykle „zalicza” się jeszcze Błękitną Lagunę (kompleks basenowy powstały przy gorących źródłach, taki islandzki disneyland), ale dla nas jest on nie po drodze – wybierzemy się tam w drodze powrotnej na lotnisko.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Reykjavík

No i stało się. Po 14 miesiącach włóczęgi jesteśmy znów w Europie. Jeszcze całkiem daleko od Polski, nawet od samego kontynentu – zawitaliśmy na Islandię!

Chcieliśmy tu przyjechać od dawna. Jakieś trzy lata temu mieliśmy juz nawet zaplanowaną podróż, kupione bilety i załatwione urlopy, ale dwa tygodnie przed wyjazdem Kuba rozwalił kolano i z wyjazdu wyszedł klops. Teraz mamy tylko tydzień, zdecydowaliśmy więc, że wypożyczamy samochód i objedziemy wyspę dookoła po jedynej, głównej drodze zwanej ring road’em.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Gdzie jesteśmy?

Niestety nasza trasa dobiegła już końca i "stety" szczęśliwie dotarliśmy do domu!

Jak tylko uporamy się z najpilniejszymi sprawami po powrocie, to uzupełnimy bloga o Islandię, która jest przepięknym krajem.

A na razie udało się dokończyć mapę naszej podróży.  Cała nasza trasa jest przedstawiona w zakładce "Gdzie jesteśmy?"

 

PostHeaderIcon Rowerowanie

Nasz pobyt w Stanach to nie tylko leniuchowanie. Wybieramy się również na dwie wycieczki rowerowe. Pierwsza, z całą rodziną, to objeżdżanie Chicagowskich przedmieść. Oglądamy zielone uliczki i amerykańskie domy, te starsze i te młodsze, całkiem ładne i paskudne. Odwiedzamy też dwa domy, w których kiedyś mieszkał Kuba. Taka podróż sentymentalna.

Więcej…

 

PostHeaderIcon Znowu cywilizacja

Nasza podróż wielkimi krokami zbliża się do końca. Dotarliśmy już do USA, a konkretnie na przedmieścia Chicago, gdzie mieszka mama Kuby. Zabawimy tu 10 dni i nie planujemy jakiegoś wielkiego zwiedzania. Będą za to: zakupy, zakupy i zakupy, wizyta w kilku knajpach i spotkania z rodziną.

Zmieniony (Piątek, 24. Czerwiec 2011 10:00)

Więcej…